niedziela, 13 czerwca 2010

Ryszard Riedel



Jego interpretacja podnosiła wartość utworu o kilka pięter. Miał tylko sobie właściwą manierę wokalną, która stała się jego wyrazistym stylem. Potrafił zaśpiewać głosem szorstkim a zarazem aksamitnym. Gdy wychodził na scenę miało się wrażenie jak gdyby uczestnictwa w rockowym teatrze. Miał odwagę wyśpiewać historię swojego życia i swojej choroby. Był tak bardzo prawdziwy, naturalny, tak bardzo swój. Jak nikt oddał w swej sztuce tragizm posthipissowskiego losu. Przez cały czas borykał się ze swymi słabościami, ostatecznie przegrał, choć kiedy inni odchodzili, on wydawał się tak bardzo nieśmiertelny...

Jednak najbardziej w jego osobowości uderza niepowtarzalna skromność tego wielkiego człowieka, o tym najlepiej świadczą te oto słowa wypowiedziane kiedyś przez niego:

„Fani – zwłaszcza młodsi - zaczęli traktować mnie jak Bóg wie

kogo, jak jakiegoś idola, niemal z czcią. Przeszkadza mi i dziwi

takie zachowanie. Kiedyś tego nie było.”

Ryszard Riedel


Ryszard Henryk Riedel urodził się 7 września 1956 roku w Chorzowie. Był drugim dzieckiem (po córce Małgorzacie) Krystyny i Jana Riedlów. Ojciec Ryśka był dla niego surowy, ale jak mówi w jednym z wywiadów Małgorzata Riedel ( żona Ryśka), surowość ta nie wynikała z braku zainteresowania, czy akceptacji, ale z tego, że chciał, by było mu w życiu lżej. Jan Riedel pragnął dać swemu synowi odpowiednie wykształcenie, szacunek do pracy i zasad społecznych. Chciał zarazić go swoją pasją do samochodów. Czas pokazał, że Rysiek nie spełnił oczekiwań ojca. Miał zupełnie inne zainteresowania i sposób patrzenia na świat. Jako dziecko dużo malował, pisał pamiętniki i marzył o psie. Szczególną miłością pałał do westernów, pragną zostać indianinem. Zainteresowanie Dzikim Zachodem nie minęło wraz z dzieciństwem nawet młodości. Zresztą image indiański – rasy skazanej na zagładę pasował do hippisowkich idei, których Rysiek był jednym z ostatnich przedstawicieli.

W 1963 roku młody Riedel rozpoczął edukację w Szkole Podstawowej nr 4 w Chorzowie. Po 4 latach rodzina przeprowadziła się z kamienicy przy ul. Mielęckiego do Tychów. Zamieszkała w jednym z bloków na osiedlu

„F”, gdzie Rysiek rozpoczął naukę w Szkole Podstawowej nr 18 im. Władysława Jagiełły. W rubrykach dziennika lekcyjnego przy jego nazwisku najczęściej widnieje cyfra 2 ( odpowiednik dzisiejszej oceny niedostatecznej). Dostawał ją także ze śpiewu. Czasem trafiała mu się jakaś trójka, rzadziej czwórka. Dobre oceny miał z zachowania a bardzo dobre z plastyki. Z relacji nauczycieli wynika że Rysiek był zdolny ale nie zależało mu zbytnio na edukacji. Domicela Nachyła, polonistka, tak wspomina byłego ucznia:


„Pamiętam go jak siedział w ostatniej ławce. Nogi wyciągnięte, ręce

Rozłożone. Miał taką pozę, ale na lekcji nie przeszkadzał.

Dało się zauważyć, że miał charyzmę wśród kolegów, którzy byli na skinienie palca.

Lubili go. Był uzdolniony plastycznie. Dużo rysował.”

Latem 1969 roku, wydarzyło się coś, co na długie lata ukierunkuje jego życie. Na obozie harcerskim w Piaskach pod Będzinem debiutuje w roli wokalisty, a jego pierwszy występ przed rówieśnikami, spotyka się z wielkim uznaniem. Riedel po powrocie z obozu postanawia porzucić szkołę. Jego edukacja kończy się w 1972 roku na siódmej klasie podstawówki.

Jego młodość upływa na samokształceniu się. W tym czasie Rysiek po raz pierwszy uciekł z domu i.. zakochał się. Swoją przyszłą żonę, Małgorzatę Pol, poznał na tyskim stadionie latem 1971 roku. Ślub Ryszarda i Małgorzaty Riedlów odbył się 26 listopada 1977 roku w Tychach. Na tę uroczystość Rysiek zapomniał dowodu osobistego, natomiast na ślub cywilny szedł pieszo i spóźnił się 2 godziny. Kiedy już się zjawił spóźniony na ślub tak to uspokajał żonę:


„Co się przejmujesz? Byśmy brali ślub równolegle z jakąś drugą parą,

a tak marsza zagrają tylko nam.”


Sebastian, pierwsze dziecko Gosi i Ryśka, przyszedł na świat 2 marca 1978 roku. Ale ten fakt właściwie niczego nie zmienił. Ani jeśli chodzi o tryb życia Ryśka ani o jego pracę – czyli jej brak. Dwa lata później urodziła się Karolina.

W tym też czasie próbował swoich sił jako wokalista w amatorskich kapelach. Pierwszą z nich była formacja Fagot. Później była grupa Horn ( Festus). Z Hornem vel Festusem Rysiek przemęczył się jakiś rok. Do jesieni 1973.I właśnie wtedy trafił się Dżem. To znaczy przyszły Dżem... Do Dżemu docierał Rysiek drogą okrężną. Dowiedział się gdzie chłopaki mają próby i zatrudnił się w tym samym zakładzie ślusarsko – monterskim, zatrudnił ale tylko na chwilę, ale ta chwila wystarczyła aby wkręcić się na próbę. Przyszedł na próbę. Na pierwszy ogień poszło – „All Right Now” Free. Gola tak wspomina pierwszą próbę Ryśka z Dżemem:


„Nic mu po sobie nie dali poznać, tylko na koniec próby powiedzie

li, żeby wpadł na następną.

Rysiek dodał, że nie jest pewien, czy wypadł dobrze i czy się załapie do kapeli,

Bo Paweł – który wówczas był głównym wokalistą – jego zdaniem nieźle śpiewał...”


A tak wspominają pierwszy wspólny występ z Ryśkiem Paweł Berger i Adam Otręba:


„Buty nam spadły jak dał głos, ale niczego po sobie poznać nie daliśmy, żeby małolatowi się w głowie nie poprzewracało.”

Paweł Berger

Był wysoki, chudy, długowłosy. Taki typowy „hipol”. Ale my też byliśmy długowłosi więc do nas pasował jak ulał...[...] Miał skubany, nie tylko głos, bo i takie wyczucie frazy, że... brak słów. T

o właśnie przyjście Ryśka do kapeli sprawiło, iż poczuliśmy, że można zrobić coś konkretnego. Odtąd muzycznie wszystko zaczęło inaczej się konstruować.”

Adam Otręba


Początki grupy Dżem nie były proste. Zespół właściwie do końca lat 70 istniał bardziej teoretycznie niż praktycznie, z każdym rokiem występując coraz rzadziej, za to coraz częściej zmieniając skład. Kiedy zabrakło Bergera i starszego z braci Otrębów ster przejął w zespole Rysiek. To on łatał luki w składzie. To właśnie Ryszard znalazł Leszka, a także Jerzego Styczyńskiego – dziś gwiazdę polskiej gitary. Rola Ryśka w Dżemie nie ograniczała się do śpiewania, grania na harmonijce, łatania składu. Jego rola znacznie wzrosła kiedy zaczął pisać teksty, a nawet współkomponować. To był w dziejach Dżemu moment przełomowy! Niesamowite w tekstach R

yśka jest to że potrafił w proste nieraz aż nadto banalne teksty, jak mogłoby się wydawać tchnąć swego ducha. Na papierze banalne ale w ustach Riedla już głębokie, poruszające, przesiąknięte do granic możliwości prawdą...

Pisał gdzie popadło, tak jak „Whisky”- tekst napisany na ławce w parku w Tychach, napisany intuicyjnie, bez dbałości o formę i chyba tak bardzo autentyczny.

Na pierwszy większy sukces Ryśka i Dżemu trzeba było poczekać do roku 1980. Wówczas to Dżem debiutował na festiwalu w Jarocinie. Zespół obwołano sensacją. Tyle tylko że w ślad za sukcesem Jarocina nie poszedł żaden inny. Członkowie zespołu zwątpili, że przed Dżemem rysuje się jakakolwiek przyszłość, zwątpili wszyscy oprócz Ryśka. Ten długo namawiał kogo się dało. Za kilka miesięcy „Paw” stał się wielkim przebojem radiowym. Za kilka następnych wyszedł wraz z „Whisky” na singlu – pierwszej płycie w dorobku Dżemu.

Pierwszą znaną w świecie muzycznym osobą która poznała się na talencie Ryśka była Katarzyna Gartner:


„To był geniusz wokalu! Taki rodzi się raz na sto lat. A poza wszystkim ten chłopak przecież

nie nadawał się do żadnej normalnej, konkretnej pracy.”


Z Katarzyną Gartner Dżem nagrał trzy utwory do „Pozłacanego warkocza”.

Z czasem układ sił w zespole zaczął się zmieniać, a zwłaszcza stosunek do pracy... Bo ten, który do tej pory Dżem kleił, namawiał do powrotu tych którzy chcieli odejść i chyba jako jedyny naprawdę wierzył w sukces nagle przestał żyć kapelą, przestał żyć muzyczną pracą. Ryśka i Dżem zaczęło dzielić jeszcze coś innego. Różnica wieku, różnica wykształcenia, różnica w stylu życia – wiadomo, że każdy prowadził bardziej stabilne niż Rysiek. Tak naprawdę łączyła ich tylko muzyka, łączył Dżem. Rysiek coraz częściej nie pojawiał się na próbach, odchodził w sobie tylko znany świat. Zaczęła mu przeszkadzać ta cała gwiazdorska otoczka, czuł się nią najwyraźniej w świecie zmęczony. Nie bez powodu powstał właśnie tekst „Małej Alei Róż” – tekst pełen goryczy, zniechęcenia, wątpliwości. Ale kiedy zespół nagrywał pierwsze albumy, wokalista jeszcze nie był zniechęcony. W pełni angażował się w nagranie „Cegły”. Najbardziej był dumny z albumu „Absolutely Live”.

Poważne kłopoty zaczęły się od „Zemsty Nietoperzy” (rok 1987). :

„Już wtedy przestał bywać na próbach, a do studia przyszedł na gotowe.”

Marcin Jacobson – menager zespołu


Kulminacja kłopotów sprawianych przez Ryśka przypadła na sesję „Najemnika”:


„Przyjechał zielony, zieloniutki, już nie tylko bez tekstów, ale właściwie nawet bez szkicy, jedynie z jakimiś pourywanymi myślami, lecz nie dało się ich poskładać. Wtedy napisał ‘Wehikuł czasu’ .”

Marcin Jacobson


Później było już troche lepiej. Na „Detox” Riedlowi udało się zmobilizować. Efekt był piorunujący. Na „Detoksie” Ryszard Riedel przedstawił historię człowieka zepchniętego na margines, płacącego wielką cenę za popełnione błędy.

Trzeba zaznaczyć ze chyba żaden z tekstów nie oddaje tak ryśkowego życia jak „Autsajder” – jest postać ojca, jest gorycz, jest motyw niezależności, jest też porażka. Co ciekawe tekstu tego nie napisał Rysiek tylko Mirosław Bochenek.

W lutym i marcu 1994 roku Ryszard Riedel był już bardzo chory. Pomimo tego na scenie przemieniał się we władcę absolutnego i tę władzę posiadał bez wątpienia nad wiernie kochającymi go fanami. Oczywiście jeśli dotarł na koncert – bo to nie zawsze było pewne.

Właśnie na scenie widać było jakiego formatu jest artystą. Nie musiał układać jakichś banalnych przemówień ani wymyślać choreografii, wystarczyło to że był po prostu sobą.

Bez wątpienia Dżem to Ryszard Riedel i odwrotnie. Jednak Rysiek po odejściu z zespołu nagrał kilka kompozycji z innymi wykonawcami. Były to albumy częściej nieudane niż udane. Jednak mimo wszystko n

ie należy ich lekceważyć chociaż by dlatego, że umożliwiają one porównanie Riedla z Dżemem i bez niego. Riedel bez Dżemu nie nagrywał porywających numerów ale zdarzały się perełki. Ciekawostką jest to, że Sławomir Łosowski – lider zespołu Kombi złożył propozycje aby Rysiek został u nich wokalistą. Riedel nawet się wahał czy aby tej propozycji nie przyjąć, ostatecznie jednak odmówił.

Nagrał kilka utworów z zespołem Krzak, Leszkiem Winderem, Ryszardem „Skibą” Skibińskim, Józefem Skrzekiem, Martyną Jakubowicz, Nocną Zmianą Bluesa.

Nad Ryśkiem „Skibą” Skibińskim warto się troche zatrzymać i opowiedzieć kilka zdań o niezwykłej przyjaźni jaka łączyła lidera Kasy Chorych i Ryszarda Riedla. Poznali się w 1981 roku:

„To był podobny typ motoryki i wzajemna fascynacja. Świetnie im się improwizowało. Riedel podziwiał żywioł Skiby, Skiba chylił czoło przed charyzmą Riedla.”

Marcin Jacobson


Łączyło ich sporo: skłonność do narkotyków, wzajemna fascynacja, łączyła również białostocka „Jesień z Bluesem” 82, na której wystąpili wspólnie.

4 czerwca 1983 Ryszard Skibiński zmarł w wyniku przedawkowania – Rysiek stracił przyjaciela:


„Rysiek wtedy się załamał, tym bardziej że niektórzy bezsensownie zarzucali mu jakiś współudział.”

Małgorzata Riedel


Ta przyjaźń pozostawiła trwały ślad w postaci utworu „Skazany na bluesa”. To piosenka, którą Dżem stworzył i nagrał w hołdzie „Skibie”.

Z tekstów Ryszarda Riedla możemy dowiedzieć się wiele o jego życiu a zwłaszcza o tej najciemniejszej stronie – o jego nałogu, który powoli doprowadzał go do nieuniknionej śmierci...

Nałogi pociągały go od małego. Napisał „Whisky” potem „Niewinnych”. Po „Niewinnych” – „Małą Aleję Róż”. Po „Małej Alei Róż” – „Modlitwę III”. Po „Modlitwie III” – „Detox”. Prawdziwa historia życia. Choroby, dramatu, walki z samym sobą. Kilkakrotnie podejmował próbę leczenie, próbował walczyć ale za każdym razem przegrywał. Tak wypowiada się o Ryśku jego wieloletni przyjaciel:


„To było w kwietniu 93 roku w Pile. Rysiek był na głodzie, patrzył zimnym, stalowym, nienawistnym wzrokiem. Takiego go wcześniej nie widziałem...Dopiero wtedy naprawdę zrozumiałem, co to znaczy ten kurewski nałóg. Koszmar, koszmar, koszmar... To żeby wziąć było dla niego najważniejsze. Dragi dyktowały rytm dnia, długość snu.”

Partyzant


Narkotyki owładnęły Ryskiem. Owładnęły jego życiem rodzinnym jak i zawodowym. Jak bardzo nałóg wokalisty Dżemu zaczął przeszkadzać kolegom przekonali się o tym w 1985 roku w Szwajcarii. Zespół właśnie wtedy uświadomił sobie że jest naprawdę źle. Dżemowcy wielokrotnie namawiali go na odwyk ale na nim nie robiło to większego wrażenia. W pewnym momencie przestali go zabierać na niektóre koncerty, mieli nadzieje że zrozumie, że podejmie leczenie, tak jednak nie było.

Rok 1993 był ostatnim rokiem artystycznej aktywności Ryśka. Riedel wziął udział w sesji „Autsajdera”, wziął udział w sesji „Chorego na bluesa” Nocnej Zmiany, wziął udział w osiemdziesięciu koncertach stawiając się na każdy. Szło czasem lepiej, czasem gorzej, zdarzało mu się zafałszować. W każdym razie Rysiek pracował.

Nastał rok 1994...W tym roku źle było już od początku. Na koncertach Rysiek właściwie już tylko stał, nie miał siły nawet się odwrócić, przejść kilku kroków. Tak naprawdę to wynosili go i wnosili. Doszło do tego, że Rysiek został umieszczony w szpitalu w Katowicach. Leżał tam dwa tygodnie. Potem Paweł Berger i Mietek Zięba przewieźli go na odwyk do Olsztyna. Z Olsztyna wrócił w lepszym stanie. Zespół podsunął pomysł aby umieścić Riedla w Wodzisławiu, gdyż Tychy i inne dotychczasowe miejsca pobytu Riedla mogą znów sprawić że będzie brał. Ogólnie w Wodzisławiu Rysiek nie miał źle ale źle było z jego psychiką. Jąkał się, zacinał, nie pamiętał tekstów, cierpiał na amnezję .Coraz bardziej ciągnęło go do rodzinnych Tych, w Wodzisławiu czuł się jak w więzieniu. Po jakimś czasie znowu wrócił do brania. Zespół w końcu podjął chyba najtrudniejszą decyzję w czasie całego swego istnienia – postanowił rozstać się z Ryśkiem. Riedel decyzję przyjął z dziwnym spokojem, chociaż jak wspomina jego żona widać było po nim, że tęskni za Dżemowym życiem.

W lipcu 1994 roku Riedel trafił do szpitala w Chorzowie. Stan zdrowia Ryśla był krytyczny. Lekarze nie walczyli o jego wyleczenie, tylko o przedłużenie życia. Próbował nawet uciec z tego szpitala, na szczęście portier czuwał i Ryśka zatrzymano.

Była sobota, 30 lipca 1994. W południe Małgorzata Riedel odebrała dzieci z dworca, które wracały z kolonii. Potem pojechali do domu. Gola zadzwoniła do szpitala aby personel poinformował męża że wraz z dziećmi przyjdzie go odwiedzić. Usłyszała: „Ale pani mąż nie żyje”.

Przedostatni dzień lipca 1994 roku wcale nie zaczął się źle. Rysiek poprosił o dokładkę zupy mlecznej, poszedł do sąsiedniej sali opowiedzieć kawał o pająku...

Bezpośrednią przyczyną śmierci wokalisty zespołu Dżem okazała się niewydolność serca. Pogrzeb odbył się 3 sierpnia na cmentarzu w Wartogłowcu, dzielnicy Tych.

Dziwny rodzaj magii unosił się nad Ryśkiem za życia, unosił się też i po śmierci. Podobnego honoru nie doczekał się żaden inny polski rockman. Najlepszym przykładem jest organizowany co roku festiwal „Ku przestrodze” na cześć Ryszarda Riedla.

Życie wokalisty Dżemu zostało przedstawione w filmie biograficznym Jana Kidawy – Błońskiego pt. „Skazany na bluesa”. Film jednak nie odzwierciedla dokładnie ani czasu, ani wydarzeń z życiorysu Riedla. Aby przybliżyć postać Ryszarda Riedla warto obejrzeć dwa świetne filmy dokumentalne: „Sen o Victorii” oraz „Się macie Ludzie!”.


Dzięki składam wam

Jestem niepokorny, potrzebuję prawd

Kręta drogą idę, lubię taki stan

Jestem nienormalny, nocą liczę czas

Wchodzę przez okno, chwilą żegnam was

Teraz jestem sobą, normy z tyłu mam

Za wytarte dżinsy dzięki składam wam

Dzięki składam wam

Składam je wam

Wam, wam

Nic już nie zamierzam

Sączę błogi stan

Z Bogiem gadam szczerze

Z góry na was patrzę

Po której stronie jestem

Teraz już to wiem

Po tamtej stronie jestem

Teraz to wiem...

Wiersz Ryszarda Riedla pochodzący z niepublikowanej galerii muzyka.


http://www.youtube.com/watch?v=WxvQzr75PiY
http://www.youtube.com/watch?v=U4z7YhwyYX0

Bibliografia:

-Edyta Kaszyca, Biała i czarna legenda Ryszarda Riedla, Katowice 2008.

-Jan Skaradziński, Dżem – ballada o dziwnym zespole, Poznań 1998.

-Jan Skaradziński, Rysiek, Poznań 2005.

8 komentarzy:

  1. Rysiek w naszych sercach, na zawsze.... tak jak blues

    OdpowiedzUsuń
  2. w jego tekstach słychać wołanie o pomoc. pomocy nie otrzymał, skończył jak skończył. to do WAS panie i panowie pseudo przyjaciele Rysia. Pomógł mu ktoś z WAS?? pytanie retoryczne - bo był by z nami. złote jaja znosił piękny paw... przyjaciół było wielu... eej eeej wy przyjaciele... sumienie powinno was gryźć... rysiu choć jesteś jedyny w swoim rodzaju, taakich jak ty jest wielu. nikt im nie pomaga. Ty jeden wiesz - zrobili z Ciebie ćpuna bo nie chcieli ci pomóc. nikt nie chce pomagać wielu ludziom... wy przyjaciele idźcie w chu... bo to wasza wina że odszedł tak młodo tak piękny człowiek

    OdpowiedzUsuń
  3. oglądam własnie program o rychu pieprzą jego pseudo przyjaciele że rysiek był tym kim go pisali. nie pomoglisćie mu chłopaki i dziewczyny. to wasza wina. dobrze o tym wiecie. żal. ale to wasz żal. wasze sumienie powinno być niespokojne zawsze i wszędzie... złote jajo nie dało rady i pozostała krytyka. rysiek nie dał rady być trzeźwy... daj radę tY!!!! nie pomogłeś mu. dobrze o tym wiesz... kasa kasa kasa kasa kasa... to jesteście wy... hu...je

    OdpowiedzUsuń
  4. Szmondek, ochlon troche...Rysia nie ma w poziomie tylko...zyje w wielu sercach,uszach,oczach i cudownych nagraniach. Nie pisz źle o tych których Rysiek szanował, każdy z nich walczył żeby uciac jego cpanie...ale On to kleil z powrotem w całość. Emocje to ch..owy doradca... zycz każdemu życzliwych ludzi na drodze życie...Rychu ich spotykał wszędzie...tylko dlatego że sqm hyl życzliwym...

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wspaniały człowiek, wspaniała muzyka.
    Teksty piosenek oryginalne, proste a zarazem wpadające w ucho słuchaczowi.
    Zawsze będą mi przypominały czasy które już nie wrócą i towarzyszyły w codziennym życiu.
    Pamiętam o Tobie Ryśku

    fotobielecki.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Takich jak On już nie będzie.Katarzyna Gaertner powiedziała o Nim, że tacy rodzą się raz na sto lat. To prawda, gdyż był jedyny w swoim rodzaju...Jego ponadczasowych tekstów słucha już trzecie z rzędu pokolenie...To postać owiana magią i legendą. Nie zapomnę o Tobie Rysiu, bo Ty żyjesz w moim sercu...

    OdpowiedzUsuń